#FitLabTeam odc. 3 – Ela Żywiczyńska o wpływie diety na niedoczynność tarczycy

dieta-pudełkowa-czy-warto-fitlab-catering

Znacie blog rzeklam.pl, który zajmuje się szeroko pojętą tematyką świadomego dbania o siebie (zarówno urodę, jak i kondycję czy zdrowie)? Jego autorka – Ela Żywiczyńska nawiązała z nami stałą współpracę i dołączyła do #FitLabTeam. Historia Eli jest szczególna, a dla nas niebywale istotna, gdyż nasza nowa reprezentantka na co dzień zmaga się z niedoczynnością tarczycy. W specjalnym wywiadzie dla nas opowiedziała o tym  jak dzięki odpowiednio dobranej diecie udało jej się nie tylko poprawić swoje samopoczucie, ale przede wszystkim wyniki! 

 

Elu, co skłoniło Cię do zbadania hormonów tarczycy?

Po raz pierwszy pomyślałam o zbadaniu hormonów tarczycowych jakoś koło 23 roku życia, czyli ponad 8 lat temu. Wiedziałam, że problemy z tarczycą ma niemal każda kobieta w mojej rodzinie. W tak młodym wieku wyniki wyszły teoretycznie „w normie” – jednak żaden endokrynolog nie zwrócił uwagi, że dla 23-latki TSH na poziomie 4,0 jest jednak zbyt wysokie, choć w teorii – w normie. Przez kilka kolejnych lat szukałam rozwiązania problemu i badałam TSH, fT3 i fT4 na własną rękę, raz w roku i obserwowałam jak waha się między 3,5 a 4,5. Dopiero całkiem niedawno trafiłam do Pani Endokrynolog, która uświadomiła mnie i potwierdziła moje obawy i przypuszczenia: mam niedoczynność, w bardzo wczesnym stadium, chociaż dolegliwości z tym związane były już na tym etapie bardzo silne. Dostałam euthyrox, zaczynałam od dawki 50, następnie przeszłam jednak kolejne szczebelki dawki, aż do Euthyrox 100, który biorę do dzisiaj. Obecnie badania robię cyklicznie – taki urok niedoczynności tarczycy. W laboratorium na pobraniu krwi jestem średnio raz na 6 miesięcy. 

 

Jakie objawy zaobserwowałaś u siebie najpierw?

Miałam klasyczne objawy niedoczynności tarczycy: było mi wiecznie zimno (siedziałam pod kocem w środku lata), w ciągu dnia puchłam w oczach, potrafiłam „przytyć” nawet 4 kilogramy, by rano znów wrócić do wagi. Przełomowym okazał się ubiegły rok, gdy ni z tego ni z owego, w ciągu 3 miesięcy przybrałam 10 kilogramów. Ćwiczyłam 5 dni w tygodniu, jadłam raczej zdrowo, łykałam przepisane leki. I było coraz gorzej. Potrafiłam spać po 12 godzin i budzić się zmęczona. Treningi stawały się coraz cięższe, miałam wrażenie, że opadam z sił. Młoda dziewczyna, a czułam się jakbym była już co najmniej na emeryturze. Kondycja włosów, skóry – wszystko dosłownie sypało się na moich oczach. Do tego oczywiście dochodziły problemy z układem pokarmowym. Nic przyjemnego.

 

Co było dalej?

Ostatnie badania miałam zalecone równiutko w marcu, kilka dni przed pandemią koronawirusa. Sytuacja wymusiła na mnie długie oczekiwanie. Co w sumie wyszło mi na dobre, bo miałam motywację i czas, żeby wreszcie na sto procent zrobić to, co zalecił lekarz. Regularnie ćwiczyć, jeść zdrowo (co wydawało mi się, że robiłam) i do tego wszystkiego nie zapominać o codziennym rozpoczęciu dnia od łyknięcia Euthyroxu.

 

Skąd pomysł połączenia leczenia farmakologicznego z odpowiednią dieta?

O tym, że przy niedoczynności tarczycy trzeba uważać na to, co się je, wiedziałam od dawna. Wiedzę czerpałam od mojego lekarza oraz z książek medycznych. Bardzo zainteresował mnie temat „uspokojenia organizmu”, który przy chorej tarczycy jest rozchwiany. Często obok niedoczynności czy hashimoto pojawiają się problemy z jelitami, nadwrażliwość żołądka. Lata temu za namową Pani dietetyk prowadziłam dziennik żywienia. Notowałam jak w pamiętniku, co zjadłam i jak się po tym czułam. I mimo, że w testach nigdy nie otrzymałam informacji o nietolerancji laktozy i celiakii, to analizując z lekarzem mój dziennik żywieniowy widać było, gdzie jest problem. Zjedzenie pysznego serniczka, chleba pełnoziarnistego lub serka wiejskiego, a nawet kawy z mlekiem kończyło się ogromnymi problemami jelitowymi. Miałam też problemy z cerą. Na zmianę były wzdęcia, zgagi, zaparcia, wiecznie bolała mnie głowa. Po wydawać się mogło zdrowym posiłku składającym się z mojego wtedy ukochanego serka wiejskiego, pomidorów i szczypiorku oraz kromki pełnoziarnistego chleba byłam senna, miałam zgagę, a z czasem i bóle brzucha. Wszystko to przeszło, kiedy zdecydowanie ograniczyłam w diecie laktozę i gluten. Zwyczajnie mam nadwrażliwość na laktozę i gluten. 

 

Czy wcześniej korzystałaś z cateringu dietetycznego czy stosowałaś dietę na własną rękę? Jeżeli tak to jakie przyniosły one efekty?

Nie nazwałabym tego dietą, bardziej zdrowym odżywianiem, bo jeszcze wtedy, gdy zauważyłam problemy, po prostu chciałam się dobrze odżywiać. Kupiłam chyba ze trzy diety napisane „pode mnie”, jednak lenistwo i brak wystarczającej siły woli sprawiły, że w żadnej „diecie z pdfa” nie wytrwałam dłużej niż miesiąc. Coś mi nie pasowało w smaku dania – nie trzymałam się ściśle przepisu i sama doprawiałam (sosem sojowym, który też miałam według zaleceń ograniczyć). Listy zakupowe diet też nie do końca mi odpowiadały – niemal zawsze tydzień kończyłam z resztkami jedzenia, które po prostu musiałam wyrzucić.

W teorii jadłam zdrowo, trzymałam się CPM, odjęłam od tego 500 kcal, żeby schudnąć, a tu co? Nic. Waga w miejscu. A po kilku miesiącach zaczęła nawet rosnąć, moje obwody i ogólne opuchnięcie też. Wiedziałam, że pora na drastyczne kroki i muszę komuś zapłacić, żeby po prostu mnie w tej diecie przypilnował, a najlepiej jeszcze za mnie dobrze skomponował posiłki. I je ugotował. Tak wpadłam na dietę pudełkową. 

 

No i jak to było z tą dietą pudełkową?

Początki cateringowe były trudne. Miałam jedzenie na cały dzień, ale korciło mnie, żeby coś tam dorzucić. Dostałam rybę, a nie miałam na nią ochoty. Chciałam coś słodkiego, a słodkie dopiero będzie na podwieczorek. Mój mózg walczył o niezależność. Dopiero gdy opróżniłam lodówkę, z szuflad wywaliłam słodycze i po prostu poczułam pierwsze efekty, dałam za wygraną. Po około tygodniu już czułam się zwyczajnie lżej. Schudłam może dopiero z kilogram, ale wyraźnie zaczęła ze mnie schodzić opuchlizna i zatrzymana wcześniej woda. Zdecydowanie też czułam się po prostu lepiej. Zaczęłam program treningowy, bo miałam na niego energię i ochotę. Po miesiącu diety i ćwiczeń machina wreszcie ruszyła i poczułam, że jest lepiej. Po dwóch miesiącach wiedziałam, że moje TSH musiało spaść, bo już nie pamiętałam, kiedy czułam się i wyglądałam tak dobrze. Po trzech miesiącach zrobiłam badania i oniemiałam. 

 

Jak zmieniły się Twoje wyniki badań w ostatnim czasie?

TSH z niemal 6,0 mU/I spadło do 0,96 mU/I! Według mojej endokrynolog w moim wieku (31 lat) i biorąc pod uwagę rodzinne zdrowotne obciążenia, powinnam TSH utrzymywać między 1 a 2 mU/I. I to się wreszcie udało. Obecnie czekam na konsultację z moją Panią Endokrynolog. Jest dobrej myśli i wszystko wskazuje na to, że będę mogła nieco zejść z końskiej dawki Euthyrox 100 na nieco mniejszą. Przede mną jeszcze kolejne badania – chcę zrobić pełną morfologię, zbadać mikro i makroelementy, próby wątrobowe i cholesterol. Wiem, że wyniki będą dobre, ale ciekawi mnie, ile się zmieniło przez te 3 miesiące ciężkiej pracy. No dobra, ja po prostu ćwiczyłam, łykałam sumiennie leki, a Wy mi gotowaliście. Ale bez Was byłoby mi dużo trudniej osiągnąć takie wyniki. A jako bonus: schudłam 5 kilogramów i spadło mi niemal 20 cm w obwodach. ☺

 

Niezwykle cieszymy się, że mogliśmy dołożyć swoją cegiełkę do Twojego sukcesu. Nie od dziś mówimy, że zdrowie jest najważniejsze! Dziękujemy za poświęcony czas i trzymamy za Ciebie mocno kciuki!

 

Jeżeli Wy także chcielibyście poprawić swoje wyniki zdrowotne lub po prostu lepiej się odżywiać i spróbować naszych diet, to serdecznie zapraszamy do skorzystania z bezpłatnej konsultacji dietetycznej pod numerem 735 998 448. A w wolnym czasie do poczytania bloga rzeklam.pl 

 

Zamawiam od razu!

 

*Autorką zdjęć jest Ela Żywiczyńska

Wróć do FitBloga
Góra
PROMOCJE!
Dzień próbny!